Załóż bloga   Zaloguj się



Helpless

bejbe i ciąg Fibonacciego Trackbacki (0) komentarze (1)   

ogromna bezradność

smutek

żal

gniew

złość

brak nadziei

zwątpienie w drugiego człowieka

zwątpienie w Niego

samotność

zdeptane marzenia

upokorzenie

bezwartościowość

Tak właśnie się teraz czuję...Poza tym chciałabym coś rozwalić, uciec od wszystkiego, wykrzyczeć co mnie boli!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

FUCK Cry

 

 

Prawdziwy CiąG Fibonacciego

bejbe i ciąg Fibonacciego Trackbacki (0) Dodaj komentarz   

Tak, to właśnie jest ten dzień i czas na prawdziwy ciąg Fibonacciego, ehh Wink>

 Jakoś mi tak nieciekawie, choć nic się nie stało w sumie. To pewnie z nudów i choroby. Boli główka i oczka całe błyszczące, poza tym ani widu ani słuchu mojego doktorka, a tu weekend człapie. Całe "ciężkie" 5 dni czekam  na te weekendy, a one tak szybko lecą, że zawsze brakuje mi jednego dnia. Poza tym nic ciekawego się nie dzieje. Człowiek ma już te upragnione godziny "wolności" i co i dupa.I proszę zaczynałam pisać w nienajgorszym humorze i teraz czuję jak powoli napełnia mnie złość. Bejbe zuoooo. I już nawet nie chce mi się pisać. To się nazywa zmienność. Wracam do domu za ponad godzinę i póki co trzeba jakoś wypełnić ten czas. Chce mi się spać, strasznie chce mi się spać!!! Wracam do domu i kładę się przed tv. A miał być wielki ciąg, a może być co najwyżej przeciąg :p Ehhh 

"MóZg Pracuje Inaczej, Gdy KłAmiemy I Gdy MóWimy Prawdę"

bejbe psycho Trackbacki (0) Dodaj komentarz   

Skoro już się tak dzisiaj rozpędziłam to niech będzie szaleństwo i wkleimy sobie jeszcze jedną ciekawostkę:

Mózg pracuje inaczej, gdy kłamiemy i gdy mówimy prawdę

Gdy kłamiemy obszary mózgu związane z kontrolą i koncentracją są bardziej aktywne niż gdy mówimy prawdę - odkryli badacze z USA. Informację podaje serwis internetowy EurekAlert.
Wyniki badań zostaną przedstawione 13 listopada na spotkaniu Society of Neuroscience w San Diego w USA.

        W przeprowadzonych doświadczeniach zespół pod kierunkiem prof. Daniela Langlebena z University of Pennsylvania School of Medicine prześledził przy użyciu funkcjonalnego rezonansu magnetycznego - fMRI (tj. techniki, która mierzy zmiany w przepływie krwi w mózgu) aktywność mózgu u 18 badanych ochotników, których poddawano odpowiedniemu testowi na kłamstwo.
        W tym celu każdy uczestnik badania otrzymał etui z kilkoma kartami do gry. Badani nie mogli ujawnić, jakie karty posiadają. Następnie oglądając na ekranie komputera serię różnych kart uczestnicy musieli odpowiadać na pytanie "Czy masz tę kartę?". Jeśli uczestnik kartę posiadał, prowadzący doświadczenie zobowiązywali go do kłamstwa (tj. do twierdzenia, że jej nie posiada).
        Okazało się, że obszary mózgu związane z koncentracją uwagi oraz kontrolowaniem i wyłapywaniem błędów (jak przedni zakręt obręczy i fragmenty kory przedczołowej i przedruchowej) były bardziej aktywne, gdy badana osoba kłamała niż gdy mówiła prawdę.
        Według prof. Langlebena, kłamstwo wymaga zwiększonej aktywności w tych obszarach mózgu, które są związane z kontrolą.
        Jak komentują autorzy, ich wyniki wykazały, że funkcjonalny rezonans magnetyczny może wyprzeć obecnie stosowaną m.in. przez policję metodę wykrywania kłamstw, jaką jest poligraf. Metoda z użyciem poligrafu zakłada, że kłamstwo wywołuje u badanej osoby stres. Poligraf mierzy zmiany w przewodzeniu przez naskórek, związane z poceniem się w odpowiedzi na stres oraz dokonuje pomiaru ciśnienia krwi.
        Metoda rezonansu magnetycznego jest, według autorów ,bardziej obiektywna, gdyż badana osoba nie może wpłynąć na obraz aktywności mózgu.


ps. Oczywiście artykuł ten, jak i wcześniejszy pochodzą z jakiejś mądrej strony poświęconej tematyce psychologii.
 

"W Dzisiejszym śWiecie Kobiety Są Lepszymi Szefami"

bejbe psycho Trackbacki (0) Dodaj komentarz   

Czas i tutaj skrobnąć kilka zdań. I od razu małe wyjaśnienie: nazwa kategorii wzieła się od zainteresowania psychologią, bo ze mną raczej wszystko w porządku...czasami Undecided hehe

To może jakaś ciekawostka na początek, a niech będzie taka lekko feministyczna <choć do feministek mi daleko>:

W dzisiejszym świecie kobiety są lepszymi szefami

We współczesnym świecie kobiety są lepsze w roli szefa, sprawniej zarządzają zespołem, inspirując pracowników do kreatywności i bardziej efektywnej pracy - donosi najnowszy numer pisma "Psychological Bulletin".
Badania, przeprowadzone przez zespół psychologów z amerykańskiego Northwestern University i holenderskiego Tilburg University, dowiodły, że kobiecy sposób zarządzania różni się od męskiego i w wielu aspektach może być uznany za lepszy.

"Wnioski płynące z naszych badań mogą zachęcić do powierzania kobietom stanowisk kierowniczych" - mówi kierownik projektu prof. Alice Eagly.
        Analiza przeprowadzona na podstawie 45 wykonanych wcześniej opracowań badawczych na temat zachowań kobiet-szefów w środowiskach biznesowych i akademickich wykazała, że przełożony-kobieta potrafi nakłonić pracowników do bardziej wydajnej pracy, w większym stopniu niż mężczyzna zachęcając do kreatywności i innowacyjności.
        Rzadziej też stosuje system kar, za to częściej nagradza podwładnych za ich osiągnięcia, występując raczej w roli nauczyciela i wychowawcy, niż klasycznego szefa.
        Z przeprowadzonych badań wynika jednak także, że kobiety-szefowie często są nie lubiane i tracą zaufanie podwładnych w momencie, kiedy zaczynają wymagać posłuszeństwa od mężczyzn, bądź gdy wykazują maksymalną kompetencję.
        Uczeni zalecają kobietom wybór "transformacyjnego" modelu zarządzania, nie zaś "transakcyjnego", w którym apeluje się do korzyści własnej podwładnego, a relacja oparta jest na systemie wymiany, zysków i strat oraz kary i nagrody. Nie zalecają także modelu "leseferystycznego", w którym pozostawia się podwładnym maksimum swobody.
        Jako najbardziej odpowiedni dla kobiet i najbardziej skuteczny jest zdaniem badaczy model transformacyjny, w którym szef jawi się jako mentor, wzorzec osobowy, który przede wszystkim stara się stymulować pozytywnie, zachęcając do innowacyjności.
        Szef zarządzający w taki sposób cieszy się zaufaniem podwładnych, którzy częściej zwracają się z prośbą o radę, inspiruje do kreatywności i w związku z tym skłania do bardziej efektywnej pracy.

 

"Aby Się StałO"

bejbe romantyczne Trackbacki (0) Dodaj komentarz   

Już dawno zapełniłabym tą kategorię, gdy nie fakt, że beznadziejnie dużo miejsca zajmuje wklejenie tylko 2 wierszy, a przecież można by to zrobić ładnie w kolumnie -ehh. No ale nie umiemy albo nie możemy, więc będę tworzyć długaśne strony- wrrrrr

Zaczynamy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Cool

Jeden z moich ulubionych i wierszy i poetów:

Aby się stało
Twardowski Jan

 Gwiazdy by ciemniej było 
smutek by stale dreptał 
oczy po prostu by kochać 
choć z zamkniętymi oczami 

wiara by czasem nie wierzyć 
rozpacz by więcej wiedzieć 
i jeszcze ból by nie myśleć 
tylko z innymi przetrwać 

koniec by nigdy nie kończyć 
czas by utracić bliskich 
łzy by chodziły parami 
śmierć aby wszystko się stało
pomiędzy światem a nami

 

First

bejbe i linkusie Trackbacki (0) Dodaj komentarz   

a niech będzie jako pierwszy taki mały osobisty:

http://nieodwracalne7.pisze-wiersze.pl/

nie trzeba wyjaśniać, wiadomo nie od dziś że piszę, kwestia tego kto wie i co i ile i czy chce :p bo nie każdemu do szczęścia <i nieszczęścia> potrzebne moje wybryki, gdzieś tam w główce szumiące.

i nie wiem jak ja to zrobiłam, że pierwsza strona jest taka zakrzaczona, nawet mój osobisty informatyk nie mógł mi tego naprawić, ale poza tym reszta jest ok, więc czytać i zanurzać się w cienie i jasności mojej osobistości Cool hi hi

i oto drugi link, już nie mój ale bardzo lubię tą stronkę, ogólnie dużo pomysłów na życzenia, podziękowania, wiersze, cytaty itd. i to wszystko w pięknej oprawie - cud miód.

http://mirpralat.republika.pl/index.htm

i jeszcze jeden:

http://www.widelec.org/

oczywiście zwabiły mnie tam zdjęcia kotecków ale inne też są piękne,nie ma co gadać a raczej pisać :p jak ktoś zajrzy to długo stamtąd nie wyjdzie, oczywiście zakładając, że ma się choć troszeczki wrażliwej duszeczki Tongue out

Jak ktoś lubi podumać co i dlaczego albo co w świecie psychologii nowego, to jest ta oto stronka dla spragnionych wiedzy, mi się tam podoba:

http://www.psychologia.net.pl/

ps.ciekawostki z działu "bejbe psycho" pochodzą zapewne z tej strony.

PięKnie

bejbe i ciąg Fibonacciego Trackbacki (0) komentarze (2)   

Jednym słowem: PIĘKNIE :) w pracy wszystko  ładnie się wyjaśniło i ułożyło, urodziny przebiegły fantastycznie, na dworze wiosennie a w sercu radośnie. BOOM DE YA DA Cool Tak więc obędzie się bez ciągów itd. Oby jak najdłużej. Z tej oto okazji, faktycznie bez okazji tekst świetnej piosenki i jakże pozytywnej :

"It never gets old, huh?"
"nope"
It kinda makes you wanna...break into song? Yupp
I love the mountains, I love the clear blue sky
I love big bridges, I love when great whites fly
I love the whole world, and all it's sights and sounds
Boomdeyada, Boomdeyada, Boomdeyada, Boomdeyada
I love the ocean, I love real dirty things
I love to go fast, I love Egyptian kings
I love the whole world and all it's craziness
Boomdeyada, Boomdeyada, Boomdeyada, Boomdeyada
I love tornadoes, I love arachnids
I love hot magma, I love the giant squids
I love the whole world, Its such a brilliant place
Boomdeyada, Boomdeyada, Boomdeyada, BoomdeyadaBoomdeyada, Boomdeyada, Boomdeyada, BoomdeyadaBoomdeyada, Boomdeyada, Boomdeyada

Paskudny Dzień

bejbe i ciąg Fibonacciego Trackbacki (0) komentarze (2)   
Okropnie zaczęłam tydzień Frown W pracy kicha, bo koleżanka z pokoju się przenosi i pewnie wsadzą mi jakiegoś paszteta albo durnia. Kolega informatyk jak zwykle niepogardził chamską uwagą, tylko że dziś poszło oko za oko. Poza tym pogoda przygnębiająca, aż spać się chce. Rano to prawie mnie zdmuchnęło jak szłam do pracy, tak wieje. A mój chłopak, który ma urodziny w tym tygodniu ma zapał umarlaka do świętowania ich. Żygać się chce na to wszystko.

ZniewalająCy Urok ZabóJcóW

bejbe zuuuooooo Trackbacki (0) komentarze (2)   

A tu nowość, bo wiem, że ten artykuł pochodzi z Rzeczpospolitej :)

Seryjni mordercy stali się supergwiazdami masowej kultury. Kino wykorzystuje, a zarazem wzmacnia ich popularność.

"Chciałabym, aby mój mąż był taki, jak Hannibal Lecter". Tak odpowiedziała większość ankietowanych w 1998 roku zamężnych kobiet, które miały wskazać ideał życiowego partnera wśród postaci z popkulturowego świata. Niby nic dziwnego, bo przecież sama Jodie Foster nie mogła oprzeć się - w filmie "Milczenie owiec" (1991) - hipnotycznemu urokowi granego przez Anthony'ego Hopkinsa psychiatry uwielbiającego wykwintnie przyrządzone ludzkie mięso z własnego uboju.

Odpowiedź, jakiej udzieliła większość kobiet, nie była przejawem chwilowej utraty zdrowego rozsądku. W postaci seryjnego mordercy, takiego jaki spreparowany został przez Hollywood, spotykają się elementy kluczowe dla sukcesu współczesnej rozrywki: ubóstwiana przez masową widownię serialowa powtarzalność, fascynacja przemocą i obsesja na punkcie celebrities.

Te elementy jeszcze na długo przed pojawieniem się na ekranach Lectera trafnie zidentyfikowała Amy Taubin w rozprawie o horrorach z lat 70. i 80.: "Filmy o seryjnych mordercach traktują samą seryjność już nie tylko jako temat czy strukturę, definiujące charakter filmu, ale także eksploatują ją jako środek do lansowania ekranowych seryjnych morderców jako celebrities. Dzięki temu filmowi psychopaci w rodzaju Freddiego Kruegera z "Koszmaru z ulicy Wiązów", Jasona Voorheesa z "Piątku 13" czy Michaela Myersa z "Halloween" stają się gwiazdami na własny rachunek w ciągnących się całe lata niezwykle dochodowych filmowych serialach".

W latach 90. miejsce tych, wywodzących się z krainy sennych koszmarów, postaci zajęły inne, nie mniej fantastyczne, ale osadzone z większą dbałością w realiach rzeczywistego życia w rodzaju Hannibala Lectera (trylogia "Milczenie owiec", "Hannibal", "Czerwony smok";), Johna Doe z "Siedem" Davida Finchera, Darylla Lee Culluma z "Psychopaty" Jona Amiela, zabójcy z "Kolekcjonera kości" Philipa Noyce'a, a ostatnio Earla Brooksa, przemysłowca z Portland z wchodzącego wkrótce na ekrany filmu "Mr. Brooks" Bruce'a A. Evansa. Tajemną pasją Brooksa - a właściwie nałogiem - jest zabijanie młodych zakochanych.

W tym nowym wydaniu seryjny morderca jest - jak słusznie zauważył krytyk Richard Dyer z "Sight & Sound" - wcieleniem czystego zła, któremu już nie wystarcza satysfakcja czerpana z samego aktu zabijania. W zbrodni szuka on również spełnienia swych intelektualnych i artystycznych ambicji. Czy to poprzez precyzyjną realizację diabolicznego planu opartego na finezyjnym, zaszyfrowanym schemacie, czy też przez staranne, iście teatralne aranżowanie sceny przestępstwa. W efekcie każde ekranowe śledztwo zamienia się w pasjonującą grę między zbrodniarzem a policją, w której stawką jest zwykle życie następnej ofiary.

Jak skuteczna okazała się ta nowa receptura, świadczy fakt, że w ogłoszonym w 2003 roku przez American Film Institute rankingu popularności ekranowych czarnych charakterów wszech czasów pierwsze miejsce zajął Hannibal Lecter. Na drugiej pozycji znalazł się także seryjny morderca, tyle że z innej epoki: zagrany sugestywnie przez Anthony'ego Perkinsa legendarny Norman Bates z "Psychozy" (1960) Alfreda Hitchcocka oraz trzech jej kontynuacji nakręconych z udziałem tegoż Perkinsa w latach 1983 - 1990.

Gwiazdy ze śmietnika

W filmie "Zodiak", który właśnie wszedł na ekrany, David Fincher przywołuje postać z amerykańskiego panteonu przestępców. Zodiak, jak sam się nazwał, siał postrach w San Francisco i okolicach w latach 1968 - 1969 i tak jak nagle się pojawił, równie nagle i bez śladu zniknął. Pozostawił do dziś wszystkich, którzy jego sprawą się zajmowali - tak policjantów, jak i pracowników redakcji "The San Francisco Chronicle" - w domysłach i stanie głębokiej konfuzji wywołanej poczuciem sromotnej porażki. Nie dlatego, że Zodiak był szczególnie wyrafinowanym mordercą czy - przy pięciu przypisywanych mu ofiarach - rekordzistą w swym fachu.

Był jednak pierwszy, którego cała działalność była zorientowana na media. Rozmowy telefoniczne i korespondencja, jakie prowadził z policją i prasą, nie pozostawiają co do tego wątpliwości. W jego listach pełno było szyfrowanych wiadomości, astrologicznych symboli, mylnych tropów, ale nade wszystko obsesyjna dbałość o zapewnienie sobie rozgłosu stosownego do jego zbrodniczych wyczynów.

Zodiak błyskawicznie stał się częścią amerykańskiego folkloru. Już w 1971 roku powstały dwa pierwsze filmy inspirowane jego wyczynami: "Brudny Harry" Dona Siegela i "The Zodiac Killer" Toma Hansona. Co więcej, Zodiak wykreowany został w mediach na rodzimy odpowiednik Kuby Rozpruwacza, który swą ponurą legendę zawdzięcza nie tylko wyjątkowemu bestialstwu, z jakim w 1888 roku zabił i wypatroszył pięć prostytutek z londyńskiego East Endu, ale również pysze i arogancji, jakie kazały mu podjąć zabawę w kotka i myszkę ze Scotland Yardem.

Film "Zodiak" - utrzymany w chłodnej, "śledczej" poetyce nawiązującej do "Wszystkich ludzi prezydenta" - stara się precyzyjnie zdefiniować jeden z dwóch przełomowych momentów w amerykańskiej kulturze, które przerzuciły solidny pomost między światami zbrodni i kultury masowej i przesądziły o błyskotliwym awansie seryjnego mordercy na supergwiazdę. Tym drugim momentem były krwawe rajdy rodziny Mansona w sierpniu 1969 roku na rezydencje Romana Polańskiego i Sharon Tate orazmałżeństwa LaBianca w Beverly Hills. Jedna z teorii głosi, że powodem decyzji Zodiaka o przerwaniu ciągu morderstw po ostatnim zabójstwie taksówkarza w San Francisco 11 października 1969 roku była uzasadniona obawa, iż odtąd - i to na długo - w centrum uwagi będzie nie on, lecz Manson.

Zbrodnie Mansona bowiem - choć nie całkiem pokrywające się z kryminologiczną definicją seryjnych morderstw - w sposób doskonały wpisały się w ducha czasów wolnej miłości, eksperymentów z narkotykami, kultu The Beatles i muzyki rockowej oraz kompletnego rozgardiaszu ideowego lat 60. Uderzając nie w jakieś figlujące w samochodzie czy na kocyku nad wodą nieszczęsne pary, lecz wprost w celebrities i możnych tego świata, Manson z dnia na dzień sam stał się celebrity. Jako grabarz epoki Woodstock, bohater lewackich, radykalnych ugrupowań, idol neonazistów, fetysz satanistów, ikona pewnej części sceny muzycznej, ale - przede wszystkim - idol milionowej rzeszy różnej maści świrów, nieudaczników, frustratów i podobnych mu "białych śmieci". Choćby takich, jak Mickey i Mallory Knox, fikcyjni bohaterowie "Urodzonych morderców" (1994) Olivera Stone'a - satyry na kult seryjnych morderców i sposób relacjonowania ich wyczynów w moralnie wyzerowanych mediach.

Kult zbrodni

Sprawa Zodiaka, ale przede wszystkim podniecenie, które ogarnęło całą Amerykę po zabójstwach bandy Mansona, dały początek ogólnonarodowej obsesji na tle seryjnych morderców. Nagle otworzyła się przed nimi szansa zaistnienia w masowej wyobraźni. Wielu z nich zaś - i to tym najbardziej okrutnym - ów sprzyjający klimat medialno-kulturowy zapewnił trwałą sławę. Miejsca popełnionych przez nich zbrodni przyciągają pielgrzymki z całych Stanów, wywiady z nimi gromadzą przed telewizorami miliony widzów, ich podobizny na T-shirtach stały się częścią scenerii amerykańskich ulic. Pisane za kratami wspomnienia mają wielomilionowe nakłady, a pamiątki osiągają na giełdach kolekcjonerów zawrotne ceny. Oni sami otrzymują wysokie honoraria za prawa autorskie na przykład do ekranizacji ich historii czy wykorzystywania nazwisk i wizerunków w różnych publikacjach i gadżetach. Dostają sterty listów od wielbicieli, bywa, że z czekami na wysokie sumy, oraz niczym gwiazdy kina czy rocka udzielają w więzieniach audiencji fanom ustawiającym się w długich kolejkach.

Im bardziej ohydna zbrodnia, im więcej ofiar, tym wyższe miejsce w notowaniach popularności. Rekordy bije Jeffrey Dahmer, kanibal z Milwaukee, mający na sumieniu 17 młodych ludzi. W pamięci zachował się stracony w 1995 r. przedsiębiorca z Chicago John Wayne Gacy, zabójca 33 osób, głównie chłopców i młodych mężczyzn, których w większości pochował pod fundamentami swego domu.

Fascynacją wciąż otoczony jest Ted Bundy, który w latach 1974 - 1978 zamordował 30 kobiet (przypuszcza się, że było ich znacznie więcej), często gwałcąc je przed i po śmierci, a swoją karierę już jako gwiazda zakończył w 1989 roku na krześle elektrycznym.

Zwyczajni i tragiczni

Prawda o seryjnych mordercach jest jednak o wiele bardziej prozaiczna niż fikcja. Robert Graysmith, były rysownik z "The San Francisco Chronicle", autor dwóch książek o Zodiaku, na których Fincher oparł swój film, mówi wprost: - Seryjni mordercy są nieustającą fascynacją dla filmowców, ale większość ich produkcji ma charakter czysto koniunkturalny lub wprost trąci fałszem. Większość z nich wpada w pułapkę mitologizacji seryjnych morderców bądź prezentuje ich jako bohaterów egzotycznych, jakby nie z tego świata. W rzeczywistości są to postacie raczej zwyczajne i tragiczne.

Słowa Greysmitha pokrywają się z badaniami kryminologów i psychopatologów. Seryjni mordercy - a na to miano można zasłużyć, zabijając co najmniej trzy osoby w podobny sposób i w pewnym odstępie czasu - to po prostu psychopaci doskonale ukryci za maską normalności i często uprzejmości. W modelowych przypadkach spełniają wszystkie trzy punkty tzw. triady MacDonalda: w dzieciństwie przejawiali skłonności do piromanii, znęcali się nad zwierzętami oraz moczyli się w nocy. Zazwyczaj pochodzą z patologicznych lub dysfunkcjonalnych domów, gdzie byli ofiarami przemocy fizycznej lub psychicznej. Mogą być obdarzeni ponadprzeciętną inteligencją, ale to akurat nie jest normą. W tym gronie bowiem równie liczni są debile.

Co ważne, seryjni mordercy zabijają powodowani impulsem zrealizowania swych seksualnych fantazji i zaspokojenia potrzeby dominacji kompensującej ich niską samoocenę. Dlatego na ofiary wybierają osoby słabsze (kobiety, a szczególnie prostytutki z racji ich zawodowej dostępności) bądź w ich mniemaniu niżej usytuowane w społecznej hierarchii (mniejszości rasowe, homoseksualiści, dzieci).

Kino europejskie nigdy nie poddało się tak bezwarunkowo zniewalającemu urokowi seryjnych morderców, jak to uczynił Hollywood, choć ostatnio mocno przereklamowane "Pachnidło" Toma Tykwera zdaje się tej tezie przeczyć. Jednak po tej stronie Atlantyku co ambitniejsi twórcy zwykle starali się seryjnych morderców pokazywać realistycznie jako ludzi upośledzonych psychicznie (choćby głośny "Podglądacz" Michaela Powella z 1960 r. czy "10 Rillington Place" Richarda Fleischera z 1971 r. z Richardem Attenborough w roli autentycznego mordercy Johna Reginalda Christie)

Europejczycy umieszczali także swoje postaci zabójców w jakimś konkrecie historycznym jako objaw choroby czasów. Tak to już w 1926 roku uczynił Alfred Hitchcock w "Lokatorze" luźno nawiązującym do sprawy Kuby Rozpruwacza, Fritz Lang w klasycznym "M - Morderca" (1931) inspirowanym sprawą Petera Kurtena zwanego Wampirem z Düsseldorfu i osadzonym w realiach schyłku Republiki Weimarskiej. Z kolei akcja doskonałego "Śladu krwi" (1963) Francois Letteriera rozgrywa się na prowincji po klęsce wojny francusko-pruskiej.

Proroctwo Hitchcocka

Amerykanom także nie można odmówić kilku rzetelnych produkcji, zwłaszcza kiedy trzymali się faktów i nie popuszczali wodzy fantazji. Tak jak Richard Fleischer w "Dusicielu z Bostonu" (1968), rekonstrukcji przypadku Alberta DeSalvo, który na początku lat 60. zabił 13 kobiet, najpierw je brutalnie gwałcąc, a potem dusząc pończochami lub innymi częściami damskiej bielizny, zawsze na koniec zawiązanymi w fantazyjne kokardy. A dalej - Terence Malick w "Badlands" (1973) przypominającym głośną w latach 50. sprawę pary młodocianych zabójców Starkweather - Fugate czy John McNaughton w "Henrym? Portrecie seryjnego mordercy" (1990) relacjonującym zbrodniczą działalność Henry'ego Lee Lucasa z Blacksbury w Appalachach, który przyznawał się do 3000 zabójstw popełnionych w latach 60. i 70., choć udowodniono mu 11. Czy wreszcie Spike Lee w "Morderczym lecie" (1999) opisującym psychozę, jaką wywołały latem 1977 roku w Nowym Jorku zabójstwa dokonywane na flirtujących w samochodach młodych parach przez Davida Berkovitza nazywającego się Synem Sama, a ostatnio Patty Jenkins w "Monster" (2003) z nagrodzoną Oscarem Charlize Theron w roli Aileen Wuornos, prostytutki z Miami, która zamordowała siedmiu klientów i została stracona w 2002 r.

Jednak są to wyjątki. Dla Hollywood rangę filmowego odpowiednika wzorca metra z Sevres ma "Psychoza" Hitchcocka. Mistrz suspensu - który zawsze podkreślał, iż nie ma innych ambicji poza tą, by po obejrzeniu jego filmów ludzie wychodzili kina z taką samą przyjemnością, "z jaką budzą się z sennego koszmaru" - dobrze wiedział, co mówi, gdy stwierdził: "Kilka całkiem sympatycznych morderstw było dziełem zawodowych zbrodniarzy. Jednakże wszystko to co najciekawsze w tej dziedzinie jest dziełem amatorów. Amatorów wybitnie utalentowanych, ale amatorów. To właśnie ci ludzie wykonują swoją pracę z godnością, smakiem i oryginalnością - zaletami dodatkowo wzbogaconymi poczuciem humoru".

Stary, przewrotny Hitch jakby przeczuwał, że po mocno już przedatowanych westernowych oprychach i odchodzących do historii barwnych gangsterach ery prohibicji nowym czarnym charakterem jak raz skrojonym na nasze współczesne czasy będzie psychopatyczny seryjny morderca. ¦

Jerzy A. Rzewuski

Horoskop Seryjnych MordercóW

bejbe zuuuooooo Trackbacki (0) Dodaj komentarz   

Harold Shipman, który na początku 2000 roku został w Anglii aresztowany i skazany na dożywocie, uśmiercił prawdopodobnie 260 osób, głównie kobiety w średnim i starszym wieku. Obecnie został ponownie postawiony przed sądem, a śledztwo obejmuje przypadki 429 osób, które zmarły w niewyjaśnionych okolicznościach w latach 1975-98.

Jeśli podejrzenia prokuratora się potwierdzą, Shipman znajdzie się w ścisłej czołówce grona seryjnych morderców. Jego dokonania są bowiem nieporównywanie większe niż "osiągnięcia" choćby takich sław w tej dziedzinie, jak Ricardo Ramirez czy Ted Bundy. W tej sprawie jednak najbardziej szokuje nie liczba ofiar, lecz fakt, że Shipman był cieszącym się powszechnym szacunkiem lekarzem domowym, a jego ofiary to jego pacjenci.

"Doktor śmierć"

Shipman systematycznie mordował od marca 1975 r. do czerwca 1998 r., najpierw w przychodni w Touton, a następnie w Hyde pod Manchesterem, gdzie pracował do momentu aresztowania. Swoich pacjentów zabijał zastrzykami morfiny w ich własnych łóżkach lub w przychodni. Sam wystawiał akty zgonu, a potem w przekonujący sposób łączył się w bólu z rodzinami "nagle zmarłych" osób. W kilku przypadkach sfałszował testamenty, czyniąc z siebie głównego spadkobiercę majątku po nieboszczyku. Wpadł przypadkiem, kiedy rodzina ostatniej uśmierconej osoby, 81-letniej Kathleen Grundy, zakwestionowała testament.
Sędzia Smith, prowadzący sprawę Shipmana, uważa że morderca był nałogowcem zabijania. W brytyjskich mediach jego makabryczny pociąg do mordu wiązano z przeżyciem śmierci matki, która zmarła na raka. Shipman robił jej zastrzyki z morfiny, aby uśmierzyć ból. Prawdopodobnie w przypadku swoich pierwszych ofiar robił tak samo, tyle że w pewnym momencie, trzymając w ręku strzykawkę z narkotykiem, zdał sobie sprawę, że jest panem życia i śmierci swoich pacjentów i zaczęło mu imponować, że ma nad nimi absolutną władzę. Czuł się bezkarny, bo przez 23 lata żaden z jego zwierzchników nie zwrócił uwagi na fakt, że w prowadzonej przez Shipmana przychodni współczynnik śmiertelności pacjentów jest nieporównywanie większy niż gdziekolwiek w Wielkiej Brytanii.

Złoczynne układy

Czy w horoskopie doktora można znaleźć układy planet, które wyraźnie wskazywałyby, że to morderca? Otóż nie, ale jest tam szereg konfiguracji, które - jeśli przejawiałyby się na najbardziej prymitywnym poziomie - mogłyby uzasadniać jego mordercze inklinacje.
Słońce znajduje się u niego w konfiguracji z zimnym i nieczułym Saturnem. Tworzy także układ z żądnym krwi Marsem, jak również z kaleczącym i raniącym Chironem (co ciekawe, jest to symbol sztuki lekarskiej) oraz ze śmiercionośnym Pholusem.

A jak jest w horoskopach innych seryjnych morderców?

Ricardo Ramirez, który znany był z tego, że nawet jak na seryjnego zabójcę, mordował w zastraszającym tempie (w ciągu tygodnia potrafił zabić w okrutny sposób nawet kilka osób), ma w swoim horoskopie parę bardzo nieprzyjemnych układów. Słońce znajduje się u niego w konfiguracji z Plutonem, planetą kojarzoną z masowymi zabójstwami, przemocą, okrucieństwem, terroryzmem.
Ramirez mordował od czerwca 1984 roku do sierpnia 1985 roku. W tym czasie pozostawał pod wpływem tak zwanych malefików, czyli planet złoczynnych, za jakie uchodzą Uran, Neptun i Pluton (tworzące u niego na dodatek kwadratury ze Słońcem, Księżycem i Marsem).
Inny seryjny morderca, David Berkowitz, z upodobaniem zabijał pary flirtujących nastolatków, ale szczególną nienawiścią pałał do kobiet. Syn Sama - bo tak sam się określał - powiedział kiedyś: "Obwiniam kobiety za wszystko. Wszelkie zło, jakie zdarza się na świecie, w jakiś sposób sprowadza się do nich".
Berkowitz ma w swoim horoskopie cztery planety w dualnym, podwójnym znaku Bliźniąt. Być może dlatego zabijał pary.

Fatalny wpływ traumy

Wielu seryjnych morderców miało w dzieciństwie albo w wieku dojrzewania jakieś traumatyczne przeżycia. Berkowitz, na przykład, został głęboko zraniony, kiedy porzuciła go biologiczna matka. W horoskopie tego mordercy znajdujemy złączenie Księżyca z zadającym rany Chironem.
W przypadku Teda Bundy'ego motywacją do zbrodni okazał się zawód miłosny. To traumatyczne wydarzenie miało miejsce, gdy w jego horoskopie Neptun, planeta iluzji i rozczarowania, znalazł się dokładnie na Wenus - symbolu miłości i kobiety. Bundy zaczął więc mordować młode, ładne kobiety. Prawie zawsze gwałcił je i dusił, ewentualnie bił metalowym prętem.
Astrolodzy od dawna próbowali dostrzec w gwiazdach, czy istnieje coś takiego, jak horoskop mordercy, czyli specyficzny układ planet zdradzający mordercze zamiary człowieka. Niczego takiego jednak nie znaleziono. Gwiazdy nikogo nie zmuszają do czynienia zła. Niemniej niektóre konfiguracje sygnalizują, że dany człowiek może się dostać we władanie sił ciemności, jeśli wystąpią określone okoliczności zewnętrzne. Nikt nie rodzi się mordercą. Shipman także nie musiał nim zostać.

Piotr Piotrowski, B.R.

Makabryczne rekordy


Pedro Alonso Lopez z Kolumbii, znany jako "Potwór z And", podejrzany był o zamordowanie 300 osób w Kolumbii, Ekwadorze oraz Peru. Skazany w 1980 r.
Luis Alfredo Gavarito z Kolumbii w 1999 r. przyznał się do zabójstwa 199 osób.
Donald Henry Gaskins z USA - w 1991 r. wykonano na nim wyrok śmierci za popełnienie około stu morderstw. Javed Iqbal, Pakistańczyk, został skazany w marcu 2000 r. na śmierć za zamordowanie i okaleczenie setki dzieci.
Delfina i Maria de Jezus Gonzales z Meksyku, właścicielki burdelu, zostały skazane w 1964 r. na 40 lat więzienia za zamordowanie 80 kobiet i co najmniej 11 mężczyzn.

 

...I ZapęTlić

bejbe i ciąg Fibonacciego Trackbacki (0) Dodaj komentarz   

czyli myśli, kłębiące się myśli, potoki myśli i zapętlić :p podsluchane i podkradzione od Tofika

I tak przy skrabaniu w dziale bejbe zuo powstała nowa kategoria, bo gdzież ja upchnę te moje ciągi Fibonacciego, jak nie tutaj. Wypisze się człowiek i od razu lepiej :]

Natchnął mnie taki oto cytat: "Młodość jest jak te butelki, które rozwaliliśmy o ściany. Nie można ich skleić z powrotem, ale jest jeszcze szansa dla każdego z nas, marnych ciuli, że przyjdzie ktoś, kto ułoży z nich witraże. " Piotr Czerwiński

Co do młodości to widzę jak brakuje jej wielu osobom, nie w sensie faktycznym ale mentalnym. Ja nie wiem co się dzieje, chyba jakaś masowa akcja bunkrownicza i chyba mnie coś ominęło. Gdzie Ci marni żule z tamtych lat? Póki co pytanie retoryczne. Może jutro troszki zapętle bo za 15 minut pędzę do domu i już myślami jestem gdzie indziej.

 

Zuuuoooo

bejbe zuuuooooo Trackbacki (0) Dodaj komentarz   

Chcecie wiedzieć, co to jest zło? Zło to spluwa. Zło to palant, który wkłada do niej naboje. Zło to drzewo, które piorun rozszczepił na pół. To nie jest jakaś jedna rzecz. To jest wszystko, co stało się złe. Dziecinny rowerek jest w porządku, ale gdy leży przewrócony w kałuży krwi, to już inna sprawa.

           Jonathan Carroll  Dziecko na niebie

Taki mały wstęp przed profilami "miłych panów", a mowa tu o seryjnych zabójcach.Chyba mam zbyt dużo artykułów, zdjęć i przemyśleń, bo nie wiem od czego zacząć :pTo wkleję sobie zdjęcie: pasuje tutaj jak nic :)

Podaję link do najlepszej strony o tej tematyce: http://zbrodnia.of.pl/ Jak na nią wpadłam to miałam lektury na tydzień.Nie ma sensu żebym kopiowała info z niej, dlatego zamieszczę kilka artykułów, które odnalazłam kiedyś w sieci.

Niestety nie zapisałam z jakiego źródła pochodzi ten artykuł, więc nie mogę go podpisać. Jednak podkreślam, że zarówno ten jak i pozostałe nie są moim dziełem.

Seryjni mordercy

Teorii dotyczących seryjnych morderców jest wiele, prawdopodobnie więcej niż samych przestępców, których dałoby się zakwalifikować do tego gatunku. Od lat psychologia, psychiatria i służby kryminalne prowadzą badania na tym polu. Czasem do przestępców  seryjnych zalicza się osoby, które popełniły dwie zbrodnie tego samego charakteru – trzy   
i więcej zbrodni na pewno świadczą o seryjności działań. Seryjny morderca to osoba nie zdolna do osoba niezdolna do miłości, o bardzo dużym stopniu niepewności. Już jako kilkulatek stroni od ludzi. Jest samotnikiem namiętnie rozwijającym swoją wyobraźnię. Potrzebuje więcej podniet, bodźców, tzw. „dreszczyka emocji” niż przeciętny człowiek. Najczęściej działają samotnie. Znane są jednak przypadki duetów seryjnych morderców  
np. „Dusiciel z wzgórz” okazał się parą kuzynów, którzy porywali, gwałcili, torturowali  
i zabijali młode dziewczyny. Inna para to Henry Lee Lucas i Ottis Tool, którzy przez długi czas zabijali wspólnie. Zdarzały się też pary mieszane t.j. Paul Bernaldo i Karla Homolka,  
a także Ian Brady i Myra Hindley. Obie pary zabijały młode dziewczęta, nawet dzieci na tle seksualnym. Seryjny morderca, jak każdy psychopata nigdy nie czuję się winny, nie ma wyrzutów sumienia. Jego przestępstwa pozbawione są zewnętrznej motywacji, napędzają je siły wewnętrzne tkwiące w jego psychice. Mordercy protestują przeciwko utraceniu tożsamości i nie chcą pogodzić się z rolą jaką narzuca im społeczeństwo. Tutaj zawsze  
w biografii tego typu sprawców pojawia się moment uznany przez  sprawcę za wielką, niesprawiedliwą i niezasłużoną krzywdę. Peter Kurten podczas procesu powiedział: „Jedni piją, drudzy palą, ja musiałem zabijać. Taki był mój przeklęty los i takie przeznaczenie. Od młodych lat widziałem w koło tylko zło i ludzką podłość. Każdy na tej sali mógłby na pewno przypomnieć sobie  najszczęśliwszy dzień w życiu. Ja takiego dnia nie miałem. Wyrastałem  
w atmosferze pijaństwa, kłótni, bójek i dzikich awantur. Jestem owocem środowiska, w którym się wychowałem. Czy nie mówi się, czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci? Przez jakiś czas próbowałem iść prostą drogą, ale nieznane siły zepchnęły mnie potem na całkiem inne ścieżki”
1

Pierwsze istotne wydarzenia mają miejsce w dzieciństwie. Jednym z bardziej wyraźnych jest rozłam rodziny, śmierć ojca, oddanie do sierocińca, rozwód rodziców itp. O rozwodzie rodziców jako silnym negatywnym przeżyciu wspomina m.in. Ed Kemper i Jeffrey Dahmer. Do sierocińca trafił Carl Panzram i Albert Fish. Zdarzenie to było w interpretacji morderców kluczowym wydarzeniem ich życia. Prawie wszyscy byli w dzieciństwie prześladowani psychicznie, fizycznie albo seksualnie. Jako dzieci wielokrotnie torturowali zwierzęta np.  
u Peter`a Kurten`a sadyzm rozbudził w nim sąsiad, z zawodu hycel, który nauczył chłopca torturować i zabijać psy, w czym mały Peter wkrótce odnalazł przyjemność.

Zmienną cechą seryjnych morderców jest niewiarygodna zdolność ukrywania swej kryminalnej aktywności. Rzadko zdarza się by jego najbliżsi krewni, sąsiedzi czy znajomi zorientowali się, co do jego działalności. Czasem nawet organy ścigania mają trudność  
w rozpoznaniu sprawcy. Ted Bundy – najsłynniejszy z morderców Ameryki – przez pewien czas, jako ochotnik, pomagał śledczym w kilku zabójstwach, które popełnił. Seryjni mordercy to także zjawisko typowo miejskie. Tylko w mieście mogą dokonać zbrodni i ukryć się  
w tłumie anonimowych mieszkańców. W mniejszych skupiskach ludzkich np. wsiach zbrodnie maja zupełnie inny charakter. U nas w kraju, a także w Stanach Zjednoczonych (przede wszystkim na początku wieku XX) zdarzają się seryjni mordercy pochodzenia wiejskiego (czy farmerskiego), są to jednak osobnicy znajdujący się w ciągłym ruchu (typ podróżnika, włóczęgi, trampa przykładem może być osoba Carla Panzrama)2

W pracy swojej chcę przedstawić Perer`a Kurten`a – „Wampira z Dusserdolfu” jako przykład seryjnego mordercy.

Koncepcja psychoanalizy. 

Według tej koncepcji przyczyną działań ludzkich, są wrodzone instynkty, biologiczne popędy. Głównym celem naszych działań jest zredukowanie napięć wewnętrznych, które powstają podczas konfliktu między potrzebami osobistymi, a stawianymi wymaganiami przez społeczeństwo. „według teorii Freuda, każda osoba jest w pełni zdeterminowana przez kombinację wyposażenia dziedzicznego i doświadczeń z wczesnego dzieciństwa”.3 U Peter`a Kurten`a ta „kombinacja” była bardzo wymowna, gdyż pochodził on z rodziny patologicznej, gdzie ojciec był alkoholikiem i sadystą. Geny odziedziczone po nim ujawniły się  
w dorosłym życiu. Atmosfera domu rodzinnego także wpłynęła na jego życie powodując to,  
że został seryjnym mordercą. Jego agresja (jako osoby dorosłej) była reakcją na wrogość, którą pierwotnie odczuwał jako dziecko wobec rodziców – szczególnie ojca - i całego środowiska, w którym się wychowywał. „Przyszedłem na świat jako piąte dziecko w nędznej  
i wiecznie głodującej rodzinie. Mój ojciec, dorywczy robociarz, chlał i chlał od rana do wieczora. Nigdy nie widziałem go trzeźwym. Skąpił na czym tylko się dało, nie dawał matce na zakup chleba albo kartofli, byle tylko mieć na jeszcze jednego sznapsa. Piwo było dla niego za słabe, doił mocną ale drogą gorzałę z czystego żyta. Bez powodu wpadał we wściekłość, a wtedy tłukł na oślep każdego , kto mu wpadł pod rękę. Bił do upadłego mnie, braci, biedną mamę i moje wszystkie siostry.”
4

Uważa się, że według tej koncepcji działania dewiacyjne ludzi są ukierunkowane przez siły wewnętrzne. Wszelkie zachowanie jednostki, jej reakcje lękowe lub agresywne, dają wyobrażenie o motywacji człowieka o jego zdrowiu psychicznym lub patologii. „ Freud uważał, że główną przyczyną ludzkich trudności jest sprzeczność między popędem seksualnym a społecznym tabu, między id a superego.”5 Peter Kurten był przykładem osoby, u której dominowała osobowość id. Chodziło mu tylko o zaspokojenie swoich popędów i potrzeb seksualnych. Motorem jego morderstw i gwałtów były przede wszystkim jego fascynacje seksualne. Chcąc je zrealizować był w ciągłej pogoni za nimi, ponieważ nigdy rzeczywistość nie sprawiała mu tyle satysfakcji na ile zapowiadały to fascynacje. Odkrył, że największą przyjemność sprawia mu widok krwi i pośmiertne drgawki ofiary. Przez pewien czas mieszkał z prostytutką, która pozwalała mu na sadystyczne traktowanie jej podczas stosunków. Wkrótce jednak doszedł do wniosku, że nie daje mu to takiej satysfakcji jak widok krwi. Podczas napadów gwałcił i zabijał swoje ofiary co doprowadzało go do orgazmu. Przez pewien czas próbował prowadzić przyzwoite życie pracując w fabryce w Altenburgu, lecz po dwóch latach jego skłonności sadystyczne dały znać o sobie. Nie miał określonego typu ofiar, zabijał zarówno kobiety, mężczyzn jak i dzieci. Został ujęty w 1929r. Podczas procesu oddano go w ręce psychiatrów, którzy stwierdzili: „Peret Kurten wiedział, że dopuszcza się czynów zbrodniczych. Miał tego pełną świadomość. Gdy tylko coś zauważył groźnego, natychmiast rzucał się do ucieczki. Zatem wiedział, że dopuszcza się zbrodni  
i nigdy nie tracił poczucia rzeczywistości. Tylko jedna jest okoliczność łagodząca. Ten człowiek jest bez wątpienia obciążony genetyczni.”
6 

Podsumowując koncepcję psychoanalizy, można powiedzieć, iż „Wampir z Dusserdolfu” był ewidentnym przykładem seryjnego mordercy, u którego zaspokojenie swoich potrzeb seksualnych zdominowało zasady panujące w społeczeństwie.

Koncepcja behawiorystyczna 

„Według modelu behawiorystycznego zachowanie jest w pełni zdeterminowane przez warunki środowiskowe. Ludzie nie są ani dobrzy, ani źli, ale po prostu reagujący na swoje środowisko. Ich zachowanie można zmienić, organizując odpowiednio warunki środowiskowe. Mimo iż dziedziczność może nakładać pewne ograniczenia na efektywność oddziaływania środowiska, to jednak psychologowie behawioralni zakładają, że to, czym ludzie się stają jest w głównej mierze wynikiem wychowania (doświadczenia), a nie ich wrodzoną naturą.”7 Podobnie, jeśli ludzie są agresywni, popełniają przestępstwa, to nie dlatego, iż mają charakter psychopatyczny czy neurotyczny, ale dlatego, że żyją w warunkach źle zorganizowanego środowiska społecznego. Inną cechą behawioryzmu jest to, iż zakłada ona, że główną rolę  
w sterowaniu zachowaniem odgrywają wzmocnienia pozytywne i negatywna.”
8 Wzmocnienia negatywne (czyli kary), z reguły nie eliminują aspołecznych zachowań, tylko je tłumią lub zahamowują na pewien okres. W omawianym przeze mnie przypadku Peter`a Kurten`a można uznać, że jego zachowanie (wg. tej koncepcji) było wynikiem środowiska w jakim się wychował. Rodzina, w której dorastał, oraz atmosfera pijaństwa, kłótni, bójek i dzikich awantur wpłynęła na jego zachowanie jako człowieka dorosłego. Można stwierdzić, że w jego dzieciństwie główną rolę odgrywały wzmocnienia negatywne. Oczywiście zdarzały się momenty wzmocnień pozytywnych, np. gdy podczas mroźnej zimy opiekowała się nim sąsiadka. Również przez pewien okres, po wyjściu z więzienia, znalazł pracę w fabryce  
i udzielał się aktywnie w związkach zawodowych. Niestety trwało to zaledwie cztery lata i nie zdołało to przesłonić wzmocnień negatywnych. „O latach młodości nigdy nie mogłem zapomnieć. Byłem wtedy przeklętym wyrzutkiem pariasem. Na każdym kroku bito mnie  
i katowano. Ile razy pod batem ojca straciłem przytomność. Ile razy prawie już zdychałem  
z głodu .Miałem o tym wszystkim zapomnieć? Nie dało rady. Co wryje się w pamięć, tego dłutkiem nie odbijesz.”
9

Często zdarza się, że ludzie chcąc uniknąć następnych wzmocnień negatywnych, planują bardziej skomplikowane reakcje aby zmniejszyć ryzyko otrzymania kary.10 Przestępca często w trakcie pobytu w więzieniu analizuje swoje dotychczasowe napady, włamania i kradzieże, bada wszystkie błędy które popełnił a następnie próbuje opracować doskonały plan kolejnych przestępstw, który nie zawierałyby poprzednich błędów i pomyłek. Zatem kara jaka spotyka przestępcę nie tylko nie wyeliminuje zachowań aspołecznych ale powoduje, iż zachowania te stają się bardziej skuteczne. Peter Kurten po odbyciu wyroku za kradzieże i włamania  
z zemsty zaczął podpalać stajnie, obory i stodoły. W tym czasie miał już opracowany plan ucieczki i chowania się w śród tłumu gapiów. Podczas popełniania morderstw, również ciężko było go schwytać, gdyż sposób jego działania zmieniała się tak często, że policja nie potrafiła na początku  dostrzec żadnego wzoru jego dziania. Potem doszli do wniosku, że  
w mieście działa dwóch „wampirów”, ponieważ wydawało się niemożliwe by ten sam człowiek już następnego dnia po zabiciu dwóch osób wybrał się na poszukiwanie kolejnej ofiary.

Podsumowując, można stwierdzić, że zarówno Peter Kurten jak i inni seryjni mordercy to ludzie,  których reakcje były spowodowane przez środowisko. Według rozpatrywanej koncepcji behawiorystycznej, to nieludzie są źli, lecz środowisko, w którym oni żyją.  
W związku z tym nie można ich karać za grzechy, których nie popełnili. Nowy wspaniały świat musi być światem bez wzmocnień negatywnych. To nie kara wyeliminuje z życia społecznego lenistwo, agresję czy zbrodnie. Aspołeczne zachowania można usunąć jedynie przez odpowiednie ukształtowanie środowiska, przez likwidację zagrożeń i rozwój kultury.”
11

Koncepcja poznawcza 

Zgodnie z tą koncepcją zachowanie człowieka zależy nie tylko od bieżących informacji płynących ze świata zewnętrznego, ale również od wiedzy zdobytej w toku uczenia się  
i myślenia. „Z poznawczego  punktu widzenia ludzie działają, ponieważ myślą, a myślą, ponieważ są istotami ludzkimi, mającymi jedyne w swym rodzaju wyposażenie umożliwiające im tę czynność,  a  mianowicie strukturę swego mózgu.”12 

Struktury poznawcze jak również środowisko zewnętrzne są centralnym składnikiem osobowości jednostki, ponieważ dają jej poczucie własnej osobowości oraz orientacje  
w środowisku zewnętrznym. Biorąc pod uwagę tę koncepcję, seryjnych morderców można określić  jako ludzi, na których ogromny wpływ miał świat zewnętrzny, a wiedza zdobyta (głównie w dzieciństwie) spowodowała, iż stali się oni mordercami. Człowiek podejmuje wielorakie działania celowe, których przebieg bywa regulowany przez wiedzę zakodowaną  
w umyśle i informację płynące ze środowiska. Dzięki tym działaniom zaspokaja swoje potrzeby.13 Na przykładzie Peter`a Kurten`a można stwierdzić, iż jego działania były spowodowane doświadczeniami z dzieciństwa. Dzieci często były świadkami stosunków seksualnych swych rodziców, zdarzały się też kazirodcze stosunki ojca z córkami, a także stosunki pomiędzy rodzeństwem (pierwszą kobietą w życiu „wampira” była jedna z jego sióstr). Jego pierwszym przyjacielem był sąsiad – hycel – on nauczył go jak torturuje się psy. Podczas gdy normalne dziecko zareagowałoby niechęcią na tego typu znajomość, Peter bardzo był z owej przyjaźni zadowolony. Niebawem zaczął eksperymentować na owcach  
i kozach z pobliskich zagród. Cała brutalność i sadystyczna impulsywność była tym czego nauczył się w domu rodzinnym. 

Według koncepcji poznawczej, człowiek wybiera i podejmuje pewne działania po to, aby osiągnąć pewne wartości, zwane potocznie celami. Zgodnie z tą koncepcją siły motywujące ludzkie czynności są zawarte w procesie informacyjnym zachodzącym w umyśle ludzkim. Motywacja jest pochodna wobec danych o świecie i o sobie samym.14 W przypadku seryjnych morderców głównym cele jest zaspokojenie ich potrzeb najczęściej seksualnych. Wiedza  
o świecie sprowadza się do przeżyć z dzieciństwa, a zatem do środowiska pełnego dzikich awantur i dewiacji. Wszystko co wycierpieli w dzieciństwie, zniszczyło ich ludzkie uczucia, dlatego większość z nich nie miało litości dla swoich ofiar.

Kształcenie osobowości jednostki i jej zdolności działania jest możliwe dzięki systematycznemu wychowaniu. Wychowanie to potężny środek oddziaływania na człowieka. Naczelnym celem wychowania jest kształcenie osobowości człowieka.15 Niestety zarówno Peter Kurten jak i inni seryjni mordercy nie mogą pochwalić się odpowiednim wychowaniem. Środowisko w jakim dorastali, nie przyczyniło się w żadnym stopni do wykształcenia w nich cech ludzkich, dzięki którym mogliby prawidłowo funkcjonować w danym społeczeństwie. Można więc stwierdzić, że psychopaci są sprawcami, którzy w swoim życiu popełniali różnorodne przestępstwa, sprawując nad nimi poznawczą kontrolę, to znaczy ich przebieg zależał w dużej mierze od wiedzy zakodowanej w ich umyśle jak również od informacji płynących z otaczającego ich środowiska.

Socjobiologia 

Celem nadrzędnym każdej istoty żywej jest zapewnienie przetrwania jej indywidualnego zasobu genetycznego, a więc genów, nośników wszystkich cech istoty żywej. Na przykładzie Peter`a  Kurten`a można uznać, że geny przekazane mu przez ojca uczyniły z niego seryjnego mordercę. O ile rodzina matki, potulnej, zahukanej w sobie, składała się ze spokojnych, ciężko pracujących ludzi, o tyle w rodzinie ojca występowały przypadki przestępczości, alkoholizmu, chorób psychiatrycznych i paraliżu. Kurten był więc jednostką aspołeczną. Nie zdążył on jednak przekazać swoich genów, ponieważ nie doczekał się potomstwa. Z kobietą, z którą się ożenił nie miał dzieci, a wszystkie swe ofiary na których dopuścił się gwałtu zabijał.

Według socjobiologi można uznać, że agresja jest nieodzownym czynnikiem pozwalającym przetrwać. W zachowaniu seryjnych morderców można zauważyć, że główną rolę odgrywa działanie genów odpowiedzialnych za agresję. Testy jakie przeprowadzono na psychopatach wykazały, że ich system nerwowy jest znacznie inny – odczuwają mniej strachu i obaw niż normalni ludzie, a ich niski stopień pobudzania powoduje impulsywność i agresję. W tym celu przeprowadzono badania na grupie socjopatów i grupie jednostek zdrowych. Grupy te dostały zadanie, którym było nauczenie się, która dźwignia włącza czerwone światło, przy czym jedna z dźwigni aplikowała wstrząs elektryczny. Obie grupy popełniły tą samą ilość pomyłek, ale grupa zdrowych szybciej nauczyła się unikać karania wstrząsem elektrycznym, podczas gdy socjopatom zajęło to dużo więcej czasu, Ta potrzeba wysokiego poziomu stymulacji czyni z psychopaty osobnika szukającego niebezpiecznych sytuacji. Agresja, która jest naturalnym czynnikiem pozwalającym przetrwać w społeczeństwie, lecz u seryjnych morderców objawia się w sposób patologiczny. Peter Kurten zaspokajał swój popęd seksualny a następnie mordował swoje ofiary. Przyznał się do 79 morderstw, ale został skazany za 9 które mu udowodniono.

Nawet jeżeli seryjni mordercy potrafią ograniczyć swoje działania na jakiś czas, to jednak zawsze wracają do swoich sadystycznych obsesji. Peter Kurten po dwóch latach „dość przyzwoitego życia” wrócił do swych morderstw. „Odbiło mi dopiero w 1925r. Mieszkałem wtedy w Dusseldorfie, wiodło mi się dobrze, pracowałem jako kierowca ciężarówki. Przechodziłem wtedy późnym wieczorem ciemną ulicą. Przez otwarte okno zauważyłem, że na piętrze śpi w pokoju jakiś półnagi chłopiec. Coś mną szarpnęło. Wskoczyłem do pokoju przez okno i przeciąłem nożem krtań tego dziecka. Potem piłem długo jego krew...”16

Innym aspektem tej teorii są występujące we wszystkich społecznościach surowe tabu dotyczące kazirodztwa. Peter Kurten wychowany był w rodzinie, gdzie atmosfera była wyjątkowo ‘zwichrowana”.  Dzieci często były świadkami stosunków seksualnych swoich rodziców, a nawet kazirodczych stosunków ojca z córkami, za co został uwięziony na trzy lata. Cała brutalność i sadystyczna impulsywność Kurten`a była tym czego nauczył się  
w domu. Dziedzictwo (czyli geny odziedziczone po ojcu), oraz otoczenie miało wpływ na to, że urodził się z sadyzmem we krwi.

Postać Z Gierki

bejbe kombinuje Trackbacki (0) Dodaj komentarz   

 

Na imię ma Avril. To jej historia, która już na zawsze odmieniła życie elfa. Dorastała w lesie Lerion, gdzie się również urodziła. Jej rodzice byli poważanymi  wśród elfów magami. Od dzieciństwa wpajali Avril tajniki elfiej magii. Jednak dziewczynka zawsze niechętnie uczyła się zaklęć. Wolała bawić się z kolegami. Strugała z drzewa dzidy i prosiła rodziców o zakup elfiego miecza. Oni jednak pozostawali przy swoim postanowieniu, iż miecz taki dostanie wraz ze skończeniem 14 lat. Avril już w wieku siedmiu lat przejawiała zdolności w walce ze swoimi rówieśnikami. Jednak z niecierpliwością czekała na te magiczne, upragnione 14 urodziny. Czas mijał, a dziewczynka w walce z kolegami szkoliła swoje umiejętności. Już wtedy była niezwykle silna i szybka. Natomiast spośród swoich rówieśniczek wyróżniała się niezwykłą urodą. Już tydzień przed wymarzonym dniem Avril chodziła zniecierliwiona. W końcu nastał 13 września. Dzień wyjątkowy i jak się później okazało pamiętny. Dzień, który Avril  miała za kilka lat wielokrotnie wspominać. Nie mogła opanować emocji i radości, gdy  w ręku trzymała elfi miecz. Rączkę miał złotą, ozdobioną elfimi liśćmi. Ostrze długie i ostre, lśniące w blasku słońca. Rodzicie z niepokojem patrzyli na podekscytowaną dziewczynę, która zaraz pobiegła wypróbować nowy nabytek. Niestety ucierpiały na tym drzewa, gdyż nikt nie chciał stanąć z nią do walki. Zawiedziona Avril stwierdziła, że musi poszukać godnych przeciwników i oznajmiła rodzicom, że oddala się potrenować. Słońce już zaszło, a dziewczyna nie wróciła jeszcze do domu. Wszyscy zaczęli się niepokoić, że tak długo jej nie ma. W tym czasie Avril kierowała się nieświadomie w stronę krainy Amorion. Była żądna przygód i wyzwań. Jednak zaczęło jej doskwierać zmęczenie i postanowiła odpocząć pod okazałym drzewem, by nabrać sił na powrót do domu. Wiedziała, ze rodzice się niepokoją. Jednak przeznaczenie Avril czekało już na nią. Los chciał, że zasnęła w lesie. Ocknęła się w ciepłym łóżku, przekonana, że zaraz mama przyniesie jej śniadanie. Była zaskoczona, gdy powitało ją dwóch okazałych krasnoludów. Nigdy wcześniej nie widziała krasnoluda, tym bardziej jej przerażenie wzrosło. Nie zdążyła krzyknąć, gdy na swoich ustach  poczuła rękę jednego z nich. Powiedział łagodnym głosem, żeby się nie bała, bo nikt jej  nie zrobi krzywdy. Następnie powoli odsunął rękę. Ku jego zdziwieniu Avril milczała. Po chwili zapytała cichutko jak się tu znalazła. Przy śniadaniu dziewczyna poznała historię i zapoznała się z jej towarzyszami. Krasnolud, który ją znalazł w lesie śpiącą i zabrał do domu miał na imię Gran. Drugi, jego brat nazywał się Domir. Obaj mieli długie włosy, krzaczasty zarost i nosili okazałe hełmy na głowie. Dla drobnej i smukłej elficy, wyglądali oni jak olbrzymy. Jednak niezwykle miłe i urocze jak na swój sposób, choć trochę porywcze w stosunku do obcych. Pierwszą rzeczą, jaką Avril chciała uczynić było powiadomienie rodziców, gdzie się znajduje i że jest bezpieczna. Dlatego też Gran wysłał swojego smoka Sajona z wieściami. Krasnoludy okazały się bardzo przyjazne i pomocne. Dowiedziawszy się o wojowniczej naturze Avril, postanowiły nauczyć ją posługiwania się mieczem i sztuk walki, przydatnych w walce z wrogiem. Oczywiście ucieszyło to bardzo dziewczynę, tym bardziej, że rodzice zgodzili się na jej pobyt u nowych znajomych. Po miesiącu Avril wróciła do domu, jednak tęskniła do Amorionu i jego mieszkańców. Często odwiedzała Grana i Domira, aż zawiązała się między nimi nić przyjaźni. Avril dorastała i piękniała z dnia na dzień. Była wysoką elficą, o jasnych włosach, złotych niczym kłosy zbóż, które sięgały jej po pas. Cerę miała śniadą, policzki lekko zaróżowione, a usta pełne i ciemno czerwone, jak wino. Jej garderoba składała się przede wszystkim z gorsetów, sukien i spódnic. Lubiła podkreślać swoją kobiecość. Do walki natomiast zakładała spodnie, czarna tunikę, a włosy przewiązywała czarną opaską. W zimniejsze dni nosiła długi ciemnozielony płaszcz z kapturem i zamszowe, brązowe kozaki. Podczas jednej z wizyt w Amorionie, krasnoludy zabrały Avril na targ. Rozglądali się za elfią brygantyną, gdy Avril dostrzegła elfa na jednym ze stoisk. Za jej namową udali się tam w celu obejrzenia towarów, jakie miał do zaoferowania. Był to przystojny młodzieniec, o długich, ciemnych włosach. Na policzku miał bliznę. W jego oczach był gniew, który Avril dostrzegła. Zobaczyła w nich coś jeszcze; głęboki smutek. Ten obraz utkwił jej w pamięci. Przez kolejne dni dziewczyna nie mogła o nim zapomnieć i postanowiła wrócić na rynek. Jednak nie zastała nieznajomego. Nie ostudziło to jej zapału i w tajemnicy przed krasnoludami ponownie wróciła na stragan. Elf od razu ją rozpoznał i skinął przyjaźnie głową w jej stronę. Podeszła pewnym krokiem i przywitała się. Młodzieniec miał na imię Exec, pochodził z Rodanu. Był sierotą, gdyż jego rodzice zginęli podczas wojny Rodanu z Sekawą, dwóch sąsiednich krain, które od wieków walczyły o Góry Terchan. Matkę zabrali do niewoli i powiesili. Ojciec zginął broniąc swojego przyjaciela w walce. Avril była zauroczona ich rozmową. Exec również lubił dyskusje z dziewczyną. Z upływem czasu spotykali się coraz częściej. Miesiące mijały, a Avril czuła, że Exec nie jest już jej obojętny. Jednak jej miłość miała okazać się krótką i trudną. Wkrótce poznała mroczną tajemnice, którą skrywał elf. Nim zginęli jego rodzice elf mag Akir rzucił urok na ich całą rodzinę. Tylko przelanie krwi setki gnomów mogło zrzucić czar. Musiały być to gnomy, które służyły magowi. Tak więc Exec już od dawna był pogodzony z tym, że wraz z nadejściem kolejnej ery będzie musiał zstąpić do świata nieumarłych, skąd nie będzie już powrotu. Niewielu  było w stanie stawić czoła sługom Akira i ich pokonać. Avril dowiedziawszy się prawdy płakała. Bardzo kochała Execa i chciała mu pomóc. Elf opowiadając jej tą historię myślał, że ją straci. Jednak Avril nie odwróciła się od niego. Wróciła do krasnoludów i poprosiła o dodatkowe treningi. Już wtedy planowała stawić czoła gnomom, aby uratować jej ukochanego. Dni mijały a Avril w tajemnicy ćwiczyła i przygotowywała się do starcia. Nowa era miała nadejść za 5 dni. Miał nastąpić kres życia Execa. Obydwoje nie mogli się z tym pogodzić. Ich miłość była silna i piękna. Jednak wiedzieli, że nadchodzi jej kres. Dopiero w dniu utraty Execa Avril wyznała mu swoje plany i obiecała, że wykona zadanie, aby uwolnić go ze świata nieumałych. Wiedziała, że gdyby wyjawiła to wcześniej elfowi, to nigdy by jej na to nie pozwolił. Dzień pożegnania i utraty kochanka, Avril opłakiwała jeszcze długo. Krasnoludy wspierały ją, jednak nie chciały, aby walczyła z gnomami. Wiedziały, że jest to zbyt niebezpieczne. Tylko nieliczni mogli stawić im czoła. Dziewczyna była jednak nieugięta i nikogo nie słuchała. Codziennie ćwiczyła, polepszała swoje umiejętności. Chciała zostać wojowniczką i pokonać gnomy zamieszkujące krainę Amorion. Gran i Domir widząc, iż nic nie odwiedzie Avril od zamiaru walki, postanowili jej pomóc. Zaprowadzili ją do jaszczuroczłeka, który był najlepszym wojownikiem w krainie. Nosił imię Vesth. W dawnych czasach wyszkolił całą armię Amorionu. Jednak po śmierci swojego brata przestał uczyć sztuk walki. Twierdził, że to on ponosi winę za jego śmierć, gdyż nie zdążył uratować go przed ciosem jednego z gnomów. Krasnoludy musiały przeprowadzić z nim długą rozmowę i opowiedzieć całą historię Execa. Vesth pod namową krasnoludów postanowił zrobić wyjątek. Zgodził się trenować Avril, uprzedzając ją, iż nie będzie żadnych ulg tylko dlatego, że jest kobietą. Dziewczyna była uradowana i już następnego dnia stawiła się gotowa do ćwiczeń. Miesiąc później Avril umiała już sprawnie władać mieczem. Z upływem czasu opanowała też strzelanie z łuku. Nauka nie sprawiała jej trudności, czym sam Vesth był zaskoczony. Po ponad roku intensywnych przygotowań Avril była jednym z najlepszych wojowników w krainie. Była z siebie dumna. Krasnoludy na cześć zakończenia szkolenia postanowiły wydać przyjęcie. Avril wzięła w nim udział, jednak myślami była cały czas przy Execu. Wiedziała, że  nadszedł czas zemsty. Czas walki o wolność ukochanego. Jeszcze w trakcie przyjęcia wykradła się i ruszyła w stronę Gór Kazad-nar. Tam właśnie zamieszkiwały gnomy wraz z magiem Akirem. Pustkowia były rozległe i bardzo niebezpieczne. Jednak Avril ruszyła przed siebie, mając przed oczami obraz Execa. Jej miłość była silniejsza niż strach. Na ustach czuła smak zemsty. Krasnoludy w trakcie przyjęcia zorientowały się, że dziewczyna ich opuściła. Teraz mogły się tylko modlić o jej powodzenie i szczęśliwy powrót. W tym czasie Avril zakradła się już do starych lochów. Było to miejsce, gdzie najczęściej przesiadały gnomy. Tam stoczyła swoją pierwszą walkę. Zwycięstwo dodało jej wiary i ruszyła dalej przelewać krew gnomów. Spała w ukryciu, żywiła się elfim chlebem. Sił dodawał jej eliksir, który dostała od Vestha. Wieści o jej przybyciu szybko rozniosły się po Górach Kazad-nar. Teraz było jej trudniej i nieraz ledwo uszła z życiem. Nie było chwili, by mogła czuć się bezpieczna. Avril nie wracała już drugi tydzień. Wszyscy z niepokojem oczekiwali jej przybycia i wierzyli, że zwycięży. Dziewczyna wiedziała, że jest już bliska celu. Była u skraju wytrzymałości, gdy w śnie ujrzała jej ojca. Powiedział jej, że miłość wszystko zwycięża. Następnego ranka wyruszyła, by dokończyć dzieło zemsty. Podczas walki poczuła na swoim ramieniu czyjąś rękę. Obróciła się i zobaczyła mężczyznę w kapturze, w czarnym płaszczu. Już miała kierować miecz w jego stronę, gdy nagle mężczyzna zdjął kaptur. Odepchnął Avril w bezpieczne miejsce, a sam zabił resztę gnomów. Avril płakała. Jej policzki obmywało morze łez. Mężczyzna ją objął i wyszeptał, że ją kocha. Tak, to był Exec. Avril nawet się nie spostrzegła, gdy zabiła już wystarczającą ilość gnomów. Trwali tak w objęciu jeszcze długo, nie mogąc się sobą nacieszyć. Następnie wrócili bezpiecznie do krasnoludów i swojej rodziny. Na ich cześć urządzono oczywiście wielką ucztę. Wszyscy bawili się  i wspominali dawne czasy, gdy Avril była małą dziewczynką. Ona natomiast wspominała swoje urodziny i miecz, który ocalił ich miłość. Avril nadal jest wojowniczką, tak jak jej mąż Exec. Obydwoje walczą w krainie Amorion o sprawiedliwość, a ich miłość przezwycięża każde zło.

PisadłO

bejbe kombinuje Trackbacki (0) Dodaj komentarz   

 

„Natchnienie”

Natchnienie

Przychodzi

Na sztylecie mruga złowieszczo

Odbija się w łzach

Lśni w padole nadziei

Czasem krzyczy

Nie umiem go nazwać

Przenika bladą twarz

I wbija się głęboko

Krzyczy

Ręka tępa

Dudni

Kartka pusta

Rozdziera

Od środka

Natchnienie

Odchodzi

Na ustach ręka

Dławi się

Dusi się

Natchnieniem

Ciebie brak

***

„Piosenka”

Napiszę ci słowa

Ty

Ułożysz dźwięki

Miękkie nuty

Na pięciolinii

Ksiąg naszych

Pustych

Smutne słowa

W padole

Nadziei naszych

Zapomnianych

Napiszę ci piosenkę

Ty

Zaśpiewaj

Zagraj

Ja

umiem tylko pisać

Gorzkie opowiastki

Ty

Dusza artysty

Składam ci wiersze

Podrzucasz mi temat

O północy

Marsz żałobny

Rozbrzmiewa

27.03.2008

***

"Do krytyków"

Mądre słowa

Sprytne wersy

Linijki dostojne

Zwrotki zawrotne

Wiersze smaczne-niesmaczne

Dziwaczne jak kaczka

Dla królów bez ludu

Żebraków

bez smaku

Piosnka na prawo

Esej na lewo

Wzniosłe

Wyniosłe

Gorzko-słodkie pisanie

Pisanie

Zmyślanie

Zabawa

Powaga

Odwaga

Wiersze nasze

Zdanie wasze

27.03.2008

Oda Do Kota :)

bejbe 100% kociak Trackbacki (0) Dodaj komentarz   

Kocie, mądry monarcho, tajemniczy, skryty -
Czyż nasze smukłe palce ciężkie od pierścieni
Godne są twojej czarnej i białej słodyczy
I pyszczka z aksamitu i drogich kamieni?.

Charles Baudelaire, "Do kota"
Sama słodycz Innocent 
 
Design by JuliettaRose Studio. Powered by Lifetype
RANKING STRON. Darmowa reklama w internecie. Darmowe statystyki